We have all heard the saying, it's one of those things we learn at seventh grade science class. Adapt or Die.

Blog *

Coś co dudni mi echem we łbie...

Niedziela, 19 Czerwca 2011, 13:06

No witam, to znów ja. Jestem zły. Właściwie nie, dalej jestem stonowany. Wczoraj, jakoś koło pierwszej po południu byłem na zakupach, kupiłem sobie trochę ciuchów i byłem zadowolony. Ale później już było tylko gorzej. Jak jakaś równia pochyła x.x Pogoda za oknem była kijowa, a chciałem iść do parku porobić kilka zdjęć. Choć w ogóle ich nie umiem robić. Jestem beznadziejny, ale przynajmniej się staram. Więc puściłem głośno muzykę, aktualnie mam manię na punkcie V.V. Brown (choć moją boginią i tak jest Avril), i starałem się pisać. Co pisać? A nie tylko tę notkę. Usilnie staram się doprowadzić do stanu używalności kilka pierwszych rozdziałów, które chcę zamieścić na moich pozostałych blogach. Dominik Brown i Organizacja Cieni – opowieść fanowska, potterowska. Wiem, rzygać się chce, bo jest takich od cholery, ale chuj mnie to obchodzi. Moja jest zajebista. Oczywiście nie musi się każdemu podobać, ja na jej punkcie szaleje. Druga opowieść to InsideOut – taka tam zwykła pisanina, o zwykłych ludziach. Jest fajna, bo jest prawdziwa. Znaczy mogłaby być. Ale coś mi kurczę nie idzie. Klepię w tę klawiaturę i klepię i nic. Znaczy jest coś. Burdel totalny i nie do ogarnięcia. I tak mi minęła ta sobota, a niedziela dalej nie przynosi wielkich zmian. Ustaliłem sobie na wakacje zacząć program T.O.Y.C. – czuli Turn On Your Creativity, ale jak widać nie idzie mi najlepiej, haha xd Pisałem w poprzedniej notce, że chcę sobie kupić rower, ale na razie będę musiał to odłożyć, żeby kupić sobie netbooka i jakiś bezprzewodowy Internet. Pół wakacji spędzę poza domem więc trzeba się ubezpieczyć, nie? Najgorsze, że mam jechać do ciotki, do Berlina. Nie znam niemieckiego, ledwo, ledwo dostałem 2 na koniec roku, nie lubię mojej ciotki, nie lubię tego kraju… Nie chcę jechać. Cóż jednak poradzić. Siedzi tam teraz moja babcia, jest emerytowaną nauczycielką matematyki, a ja muszę popracować nad moją matmą. W końcu w przyszłym roku matura, a ja jestem do tyłu z wieeeeloma tematami. Nauczycielka jest beznadziejna, nie umie uczyć, nie umie mówić (zamiast „trzy”, mówi „czy”, zamiast „trzeba” – „czeba”), ogólnie jest okropna, niemiła i ma ogromny tyłek, zasłaniający pół tablicy. Tak, więc matmy uczyć się muszę, niestety. Poza tym zastanawiam się, co jeszcze będę na tej maturze zdawać. Chcę iść na dziennikarstwo, więc zastanawiam się nad WOSem… Ok. wszystko fajnie pięknie, ja sobie gadam i gadam, a moja twórczość umiera w martwym punkcie. A od kilku dni dudni mi we łbie, śni mi się nawet po nocach, idealne rozwinięcie obu opowieści, ale jakoś, jak próbuję je uchwycić, to znika. A ogólnie we łbie mi dudni jeszcze parę rzeczy – plany na wakacje, pieprzona matura, rozwydrzony bachor nazywający się moim bratem, natarczywi znajomi… Macie może stopery do uszu?


Bez Poważania: Mr.Almo5t


Komentarze: 6
Napisz: ...

W obliczu tego wszystkiego, co mnie otacza

Piątek, 17 Czerwca 2011, 21:05

Witam. Długo mnie nie było, ale, jak to się każdemu zdarza, codzienność mnie przytłoczyła. Ech, czasem ta monotonia potrafi być taką suką... No, ale cóż poradzić. W tej właśnie chwili, na ten właśnie moment jestem osobą bardzo stonowaną, że tak to określę. Szału nie ma, ale przynajmniej nie jestem w stanie głębokiej depresji, czy czegoś w ten deser. Staram się przyjmować wszystko... odpowiednio. Z pokorą i w ogóle. Hm, więc tak... Zbliża się koniec roku szkolnego, oficjalny bo nieoficjalny to ja mam od wtorku. Poczułem lato, Bahamy i szmery, bajery, rowery... Właśnie! Kupuję sobie rower, bo poruszanie się w Legnicy komunikacją miejską jest jednoznaczne ze świadomą i dobrowolną utratą pieniędzy. Bilety kosztują 1,50 zł! Wyobrażacie to sobie!? Nawet w pieprzonej Warszawie , gdzie można pojechać i autobusem i tramwajem i nawet cholernym metrem , bilet kosztuje 1,40 zł! A u nas nawet tramwaje nie jeżdżą, a autobusy się ciągle psują x.x Do szkoły mam 20-30 minut drogi piechotką przez park, więc rower będzie idealnym rozwiązaniem. Nie sądzicie? No, ale o czym to ja mówiłem? Ahhh, tak. Koniec roku szkolnego. Zdałem, więc jestem ostoją spokoju. Co prawda oceny mogłem mieć lepsze, ale przez towarzyszącą mi cały rok huśtawkę nastrojów moje możliwości intelektualne były dość... ograniczone. No cóż poradzić, ludzie są ludźmi, mają problemy, tak? No, ja nie jestem inny. Wspomniane "huśtawki" już na szczęście mi nie towarzyszą, od dobrych... No kilku tygodni. Muszę powiedzieć, że od tego czasu ludzie zaczęli traktować mnie inaczej. A może cały czas mnie tak traktowali, tylko nie potrafiłem tego dostrzec. Nie wiem, może. Są milsi, częściej chcą ze mną rozmawiać. Potrafię odnaleźć się w prawie każdym środowisku, a moje dowcipy autentycznie śmieszą ludzi. A to nowość! No i oczywiście sam też częściej się uśmiecham i śmieję. Przestałem też zwracać uwagę na, (ale ciiii! Nie mówicie nikomu)  plotki. Nie obchodzi mnie co mówią o mnie ludzie za moimi plecami. Jeżeli nie mają na tyle odwagi, aby powiedzieć mi to prosto w twarz, to nie są godni mojej uwagi. Wróciłem też do starego hobby, czyli czytania. Aktualnie czytam wszystko co mi w łapy wpadnie, no i słucham muzyki dniami i nocami. No jest też moja „rodzina”. Ech, w cudzysłowie bo tak naprawdę nie jesteśmy do końca rodziną, a zlepkiem różnych części. Jak puzzle. Każdy z innego zestawu, wciśnięte na siłę, żeby udawały, że do siebie pasują. Z daleka wydaje się, że wszystko jest okay, ale przy bliższym spojrzeniu… Aż razi w oczy. No ale cóż, mogło być gorzej nie? Mógłbym, odpukać, stracić rodzinę w wypadku i pozostać na świecie całkowicie sam, bez nikogo. Hm… To niesamowite jak ostatnie kilka miesięcy mnie zmieniło. Zacząłem całkowicie inaczej patrzeć na świat. Koncentruję się na tym co mam i co mogę osiągnąć, czy zyskać, a nie zawracam sobie głowy rzeczami których mi brak i których, najpewniej, nigdy nie osiągnę. Powtarzam sobie: „Hej, czego się spodziewałeś? Takie jest życie, nie można mieć wszystkiego. Ciesz się tym co masz” i pij swój włos! XD HaHa! Sorry, nie mogłem się powstrzymać.


Bez poważania, Mr.Almo5t


P.S.


Oczywiście PeeS musi być. Dodaję wideo, które sprawia, że na mojej twarzy gości uśmiech. Zawsze, w każdej sytuacji. Avril rządzi, jest moją boginią, a jak zostanę dziennikarzem, to zrobię z nią wywiad. O! A teraz klikamy play i... SMILE :D






Komentarze: 2
Napisz: ...

My life is a mess

Niedziela, 22 Maja 2011, 22:58
Siedzę teraz przy komputerze, pomimo tego, że jutro jest poniedziałek i jak zwykle muszę iść do szkoły. W weekend miałem zrobić projekt na chmię. Niestety nie miałem czasu ani warunków. Jeżeli psorka wstawi mi szmatę - leżę. Wiem o tym dobrze. Pomimo to siedzę przed tym monitorem, kilkam w te klawisze i słucham muzyki. Gdzieś obok mnie pałęta się mój brat i jego kolega - piją coś. Chyba jakąś wódkę. Do towarzystwa wypiłem jeden kieliszek, na więcej nie mogę sobie pozwolić. Ech... Ale nie o tym miałem pisać. Chociaż, jakby się zastanowić... To miałem pisać o życiu, a to wszystko jest moim życiem. Problemy w szkole, brat i jego koledzy, moja ciężarna matka i problematycznie pachnący pies. A także babcia, która postanowiła założyć minipasiekę. Przyjaciele i znajomi przeszli i teraźnijszy. Tacy z którymi niestety straciłem kontakt, i tacy którzy na szczęście już zer mną nie rozmawiają. Wszystko to jest częśćią mojego popapranego życia. Samo w sobie, choć brzmi to nadzwyczaj nudno, jest całkiem niesamowite. Podejrzewam, że niektórzy czterdziestolatkowie nie przeżyli w swoim życiu tyle co ja w swoim. Fakt, nie było to łatwe życie - jest pogmatwane, popaprane... Przypomina trochę karykaturę szczęśliwej egzystencji, lub rysunek namalowany przez sześciolatka - niewyraźny i trudny do rozszyfrowania. Ale to moje życie. I chyba nie zamieniłbym go na żadne inne.

Komentarze: 1
Napisz: ...


Szablon wykonała: emm, pobrano z: szablony.blogowicz.info.
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.